poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział II


Hej ~~ :) Zanim co kolwiek przeczytacie, informuję, że wprowadziłam mała zmianę w fabule - Uczniowie przyjeżdżają do Hogwartu już w południe i mają cały dzień wolny ;) Tak to dziwnie napisałam i ciężko mi było wszystko później pozmieniać... ;; zapraszam do czytania i komentowania ;; 

~~~

-Slytherin?! Sly-the-rin?! - Ron nie popuszczał zdenerwowania. - W naszej całej rodzinie razem wziętej nie było ani jednego Ślizgona! Ani jednego!
-Ron uspokój się! - Krzyknął Harry.
-Ale jak to w ogóle...?!
-RON! - Przerwała mu Hermiona srogim spojrzeniem. - Daj w końcu Harry'emu dojść do słowa!
-Mnie też Tiara Przydziału chciała przydzielić do Slytherinu... - Zaczął Harry.
-Ale nie przydzieliła. - Fuknął Ron ze złością w jego stronę, znów mu przerywając.
-Slytherin to też dom, jak każdy inny! - Wtrąciła się Ginny.
-Harry, czy ty nie rozumiesz - Ron zlekceważył siostrę. - Że on będzie w dormitorium z Malfoy'em?! MALFOY'EM!!! Rozumiesz to?! To tak jakbyśmy my sobie przez siedem lat mieszkali w pokoju z Draco, JEGO OJCEM!
-Skąd możesz wiedzieć jaki jest jego syn? Może Scorpius jest całkiem inny? Nie oceniajmy nikogo po nazwisku. - Rzekła rozsądnie Hermiona.
-Nie obchodzi mnie jaki jest jego...
-Dość! - Krzyknęła Ginny. - To nasz syn, a nam to ani trochę nie przeszkadza! Poza tym, nawet jeżelibyśmy chcieli, już nic nie zmienimy...

* * *

          -Slytherin?! Na głowę upadłeś?! W naszej rodzinie nie ma ani jednego Ślizgona! A-ni je-dne-go Śli-zgo-na!!! - Przesylabował James, zaczepiając brata na korytarzu. - Chcesz się zaprzyjaźnić z Malfoy'em, tak?! - Krzyknął i odszedł szybkim krokiem cały czerwony ze złości.
-James zaczekaj! - Zawołał za nim Albus, ale ten nie zareagował. Przemyślał czy za nim nie pobiec, ale zrezygnował z tego, z obawy przed zgubieniem się pierwszego dnia w szkole.
          Wszyscy byli na niego źli, tak jakby to była jego wina i jego wybór. W sumie... To trochę był jego wybór, ale on sam przeżywał teraz trudne chwile i potrzebował wsparcia, a nie jeszcze większego dobijania. 
          Skulił się przy ścianie odchylając głowę do tyłu, zamknął oczy i starał się na chwilę przestać myśleć. O wszystkim. Marzył, by w jego głowie nie znajdowało się nic, poza nieskończoną nicością.
          -Tu jesteś Albus! - To była profesor Fille - młoda opiekunka Slytherinu i nauczycielka obrony przed czarną magią. - Tu masz rozkład zajęć na ten rok szkolny, a tu nazwiska nauczycieli prowadzących zajęcia. - Powiedziała wręczając mu dwa świstki pergaminu. - Na Wielkiej Sali panowało dziś małe zamieszanie i z tego wszystkiego zapomniałam rozdać Wam je podczas uczty. - Zachichotała nerwowo. - Oh, no i jeszcze hasło... Snake.
          Albus potrzebował kilku sekund, by dotarło do niego, o co chodziło opiekunce. Spojrzał na jedną z kartek.
          ,,Transmutacja - Minerwa Mcgonagall
Obrona przed czarną magią - Amanda Fille
Zaklęcia - Filius Flitwick
Eliksiry - Johny Refly
Historia magii - Cuthbert Binns 
Zielarstwo - Neville Longbottom
Opieka nad magicznymi stworzeniami - Rubeus Hagrid
Mugoloznastwo - Johana Next
Latanie - Rolanda Hooch"
          -Z tego co widzę, w tym roku nie mamy astronomii, numerologii, starożytnych run, ani wróżbiarstwa. - To była Rose, wpatrująca się w kartkę kuzyna zza jego ramienia z uśmiechem. - Szkoda. - Dodała z zawiedzeniem.
-Rose! - Ucieszył się Al.
-Dasz się wyrwać na spacer po błoniach? - Powiedziała z zadziornym uśmiechem.
-Jasne!
          -To trochę smutne... Byłem nastawiony, że te siedem lat spędzimy razem, no i w ogóle... - Powiedział Albus wpatrując się w mokrą trawę pod ich butami.
-Al, Przecież to nic nie zmienia, że jesteś w Slytherinie!
-Właśnie, że zmienia. - Stwierdził cicho.
          Rose nie odpowiedziała. Chłopak wiedział, że uważa podobnie jak on, ale nie chciała go jeszcze bardziej dobijać. Widziała, że jest wystarczająco zdołowany z powodu, że nie znalazł się w domu lwa.
          Pogoda była zmienna, jak chyba w każdym wrześniu. Niebo było zachmurzone ciemnymi chmurami, a trawa moczyła buty. Albus uwielbiał takie smutne pogody, chociaż dziś, już nic nie sprawiało mu zadowolenia.
          -Albus! - Kuzyni odwrócili się i zobaczyli zmierzającego w ich stronę szybkim krokiem Brice'a - chłopca, który jechał z nimi pociągiem.
-Ja już pójdę... Do zobaczenia wkrótce. - Rose uśmiechnęła się i mrugnęła do kuzyna. - Powodzenia! - Szepnęła.
Albus odprowadził ją wzrokiem.
-Cześć Brice. - Rzucił obojętnie w stronę chłopaka, kiedy kuzynka zniknęła za murem.
-Nie wiem czy zauważyłeś, ale też jestem w Slytherinie! - Faktycznie, wcześniej Albus tego nie zauważył, ale nie chciał być niemiły pomimo tego, że był dziś w nie najlepszym nastroju. Ba! Nienajlepszym? To z pewnością zbyt mało powiedziane. Tego dnia byłby w stanie zabić górskiego trola, nie mając przy sobie różdżki!
-Oczywiście, że zauważyłem. - Uśmiechnął się do chłopaka.
-Nie byłeś jeszcze w dormitorium... Profesor Fille tam na nas czeka, kazała mi cię znaleźć i przyprowadzić... Chodź. - Pociągnął kolegę za rękaw szaty, chłopiec ruszył posłusznie.
*          *          * 
           Albus starał się dotrzymać kroku Brice'owi. Szybko znaleźli się w podziemiach. Korytarz rozświetlało jedynie kilka pochodni rozmieszczonych wzdłuż ściany i cały czas miało się poczucie wilgoci i chłodu. Wejście do Pokoju Wspólnego znajdowało się za marmurowym posągiem wysokiego czarodzieja z wrogim wyrazem twarzy. 
-Snake. - Brice wypowiedział hasło z podekscytowaniem w oczach. Posąg zrobił krok w przód i dwa w prawo, przez co Albus stracił chwilowo równowagę, po czym w ścianie ukazał się duży otwór. 
          Zanim brązowowłosy chłopiec, prowadzony przez swojego kolegę po raz pierwszy wszedł do Pokoju Wspólnego Ślizgonów, musiał pokonać jeszcze kilka schodów w dół. 
          Kiedy już tam weszli, Albusowi wyrwało się z ust głośne "wow". Na jednej ścianie był kominek, który był jedynym, choć mało efektownym źródłem ciepła w tym pomieszczeniu. Lecz to nie to było źródłem ekscytacji chłopca. Przez całą długość drugiej ściany rozciągało się ogromne okno. Po drugiej stronie okna znajdowało się hogwardzkie jezioro, po którym co chwila przepływało jakieś dziwne stworzenie. Trzeba było przyznać, że efekt był niesamowity.
          Albus się zorientował, że stoi już tak dłuższą chwilę z lekko rozszerzonymi ustami wpatrując się w to, co znajdowało się po drugiej stronie okna.
-T-to gdzie teraz? - Zająkał się lekko, spojrzawszy na kolegę.
          Brice wskazał palcem na kolejny otwór w ścianie, po drugiej stronie pokoju. Za nim musieli pokonać kolejne kilkanaście schodów w dół, by w końcu znaleźć się w okrągłym dormitorium,
          -Nareszcie jesteś. - Powiedziała opiekunka Ślizgonów. - Dziś takie... małe zamieszanie. - Znów ten sztuczny, nerwowy chichot. - To będzie twoje łóżko. Rozpakuj się. - Powiedziała wskazując na łóżko pośrodku. Widocznie czekała na niego tylko po to, by przydzielić mu jedyne wolne łóżko...
          -To Steeve, Scorpius i Lucas. - Przedstawił wszystkich po kolei Brice, kiedy profesor Fille wyszła. Nadal był pełen entuzjazmu.
-Super. - Odrzekł ponuro Albus. James zepsuł mu humor na cały jego pierwszy dzień w Hogwarcie.
          W pierwszej kolejności przebrał kompletnie przemoczone buty i rozejrzał się po dormitorium. Pomieszczenie było okrągłe, a lóżka były ułożone w równych odstępach od jednej strony drzwi, aż ostatnie było po drugiej stronie. 
          Westchnął głośno i wziął się za pisanie listu.
          "Drodzy rodzice!
W Hogwarcie jest super! Mam fajnych kolegów w dormitorium, ale... Tiara Przydziału przydzieliła mnie do Slytherinu. Proszę nie bądźcie źli.
Przepraszam, że tak krótko, 

                                                                         Albus"
          Chłopak poszedł do sowiarni, gdzie już zadomowiła się jego sowa, i przywołał ją gwizdem. Huncwot - bo tak ją nazwał, przyleciał natychmiast. Przywiązał mu do nóżki list i wypuścił przez okno.
          -Ali! Wstawaj! Uczta już się zaczyna! - Syn Harry'ego zaraz po otworzeniu zaspanych oczu zobaczył wiszącego nad jego twarzą Brice'a. 
-Nienawidzę, jak się tak na mnie mówi. Jestem Al. - Chłopiec powoli się zastanawiał czy jego kolega zaczyna go wkurzać, czy irytować. A jednak był mu wdzięczny za pobudkę, ponieważ nie chciał się już spóźnić pierwszego dnia nauki. 
          Poza ich dwójką w dormitorium nie było już nikogo. Szybko włożył na siebie mundurek i zbiegł po schodach, zawiązując jeszcze krawat. 
          -Zaczynamy eliksirami, potem dwie godziny transmutacji i dwie godziny latania, i... koniec! - Czytał Brice z pełną buzią z wygniecionego skrawku pergaminu, kiedy zajęli z Albusem miejsca przy stole węża. Albus ledwo co go słuchał i coraz bardziej był zmęczony gadatliwością i nadmierną ekscytacją z wszystkiego kolegi. 
-Przypomniało mi się, że zapomniałem książek w dormitorium. Spotkamy się na zajęciach. - Potter wziął na drogę dwie grzanki z dżemem. Wychodząc zobaczył kątem oka Rose śmiejącą się z chłopakiem z Gryffindoru. Zrobiło mu się trochę smutno, że nie może pośmiać się z nimi przy czerwono-złotym stole. 
          Wszedł do pustego Pokoju Wspólnego. Kiedy kierował się już na schody w dół, prowadzące do męskiego dormitorium, jego uwagę przykół zeszyt leżący na jednym z foteli. Coś go ciągnęło, żeby zobaczyć co to za zeszyt. Podszedł i przeczytał cichym głosem 'Tom Crabbe, Notatnik'. 
          Zamyślił się na chwilę, skąś znał już to nazwisko. Wydawało mu się, że przypłynął do Hogwartu łódką, czyli także był pierwszorocznym. Tiara chyba przydzieliła go do Gryffindoru... Tak się mu przynajmniej wydawało. W takim razie, co u licha robił ten notatnik w Pokoju Ślizgonów?! A może jednak został przydzielony do domu Węża? Wiedział, że nie powinien, ale... Coś go podkusiło, żeby go otworzyć. 
          "1 wrzesień
Rodzice chcą bym jak najszybciej odnalazł TO miejsce w Zakazanym Lesie. Na początku troche przerażała mnie ta myśl, ale teraz wiem, że dzieki temu staniemy się niezwyciężeni! Urok na Tiare podziałał - jestem w tym plugawym domie Lwa... Jakoś będę musiał wytrzymać... Zanim zacznę działać muszę zainteresować sobą, tą plugawą Gryfonkę, ona mi pomo..."
           Więcej nie zdąrzył przeczytać, bo słyszał, że ktoś się zbliża. Zabrał zeszyt i szybko zbiegł do dormitorium. Schował go na samo dno kufra. Ktoś głośno i desperacko poszukiwał czegoś w Pokoju Wspólnym, Albus był prawie pewien, że musi to być osoba, która wcześniej pozostawiła tu notatnik Gryfona, który teraz spoczywał na dnie jego kufra. Osoba ta, zaczęła kierować się w dół schodów prowadzących do dormitorium, gdzie właśnie znajdywał się chłopiec wstrzymujący oddech. 
          Albus zdawał sobie sprawę, że nie dzieli ich więcej jak piętnaście schodów i zaraz cała tajemnica się wyjaśni, kiedy osoba wyjdzie zza korytarza. Strasznie się bał. Pewnie dlatego Tiara nie chciała go umieścić w Gryffindorze, jest zbyt wielkim tchórzem. Odrzucił na razie od siebie te myśli i skupił się na tym, co za chwilę nieubłagalnie się wydarzy.
          Czas dłużył się w nieskończoność, każdy ułamek sekundy zdawał się ciągnąć godzinami. Już wyłonił się czarny but, ze skrawkiem czarnej szaty, a za nim reszta ciała, niedokładnie dopięta szata, szmaragdowo-zielony krawat, a na końcu twarz. Twarz, którą znał doskonale.

~~~

Koniec ;; Akcja zaczyna się powoli rozwiajać ;d

4 komentarze:

  1. Faktycznie akcja się rozkręca, oczywiście nadal widzę pewne braki, ale mam nadzieje, ze z czasem będzie coraz lepiej.
    Znalazłam chyba jedno powtórzenie, mało, ale to jedno strasznie razi mnie w oczy, przeczytaj jeszcze raz i czekam na kolejny rozdział.
    Zapraszam: http://demony-13.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Akcja się rozkręca, nie ma co :) Znalazłam literówkę "James zepsół mu humor", chyba "zepsuł".
    A, i jeszcze jedna prośba.
    Mogłabyś zmienić czcionkę? Ta strasznie razi w oczy i nie da się czytać. Time News Roman byłaby idealna.
    Z góry dziękuje :)
    A tak wgl to fajnie piszesz. Pisz dalej, na pewno będę obserwować ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nominowałam cię do Liebster Blog Award. Więcej na: http://werablog-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Będe musiała przeczytać poprzednie Twoje posty! Uwielbiam Harry'ego Pottera! :)

    OdpowiedzUsuń