Nie chcę, żeby to było takie nachalne, no i wgl, ale chyba każdemu bloggerowi zależy na komentarzach ;; Jeszcze wspomnę, że po napisaniu rozdziału, nie zapisał mi się i miałam straaaaaaaaaasznie dużo problemu, żeby napisać podobnie drugi raz :/ Dlatego rozdział mało mi się podoba, ponieważ myśle, że pierwsza wersja była tysiąc razy lepiej napisana :: Chyba jeszcze nad żadnym rozdziałem się tyle nie meczyłam, spędziłam nad tym kilka dobrych godzin, a wyszło właściwie nic. Zapraszam do czytania ;;
~~~
Twarz o oliwkowej cerze, błyszczące brązowe oczy, orli, ostro zakończony nos i zawsze uśmiechnięte usta. Twarz jego kolegi. Tego, z którym spędzał dotychczas najwięcej czasu.
-Przyszedłem Al, bo za chwilę zaczną się zajęcia, a ciebie nadal nie ma! - Stał przed nim Brice, uśmiechnięty od ucha do ucha, jakby nigdy nic.
Potter stał nieruchomo, a jego usta przybrały kształt wyraźnego "o".
-Wszystko w porządku? - Brice przyjrzał się koledze.
Żadnej reakcji. Albus nadal stał bez ruchu, sam zaczął się zastanawiać czy w ogóle jeszcze oddycha. O co tu chodzi? Z pewnością osoba, która teraz przed nim stoi, była tą, która jeszcze przed chwilą gorączkowo przeszukiwała Pokój Wspólny. Ale to Brice. Wszedł tu jakby nigdy nic, upomnieć, że zaraz Albus spóźni się na zajęcia. Cholera.
-Przyszedłem Al, bo za chwilę zaczną się zajęcia, a ciebie nadal nie ma! - Stał przed nim Brice, uśmiechnięty od ucha do ucha, jakby nigdy nic.
Potter stał nieruchomo, a jego usta przybrały kształt wyraźnego "o".
-Wszystko w porządku? - Brice przyjrzał się koledze.
Żadnej reakcji. Albus nadal stał bez ruchu, sam zaczął się zastanawiać czy w ogóle jeszcze oddycha. O co tu chodzi? Z pewnością osoba, która teraz przed nim stoi, była tą, która jeszcze przed chwilą gorączkowo przeszukiwała Pokój Wspólny. Ale to Brice. Wszedł tu jakby nigdy nic, upomnieć, że zaraz Albus spóźni się na zajęcia. Cholera.
Serce nadal biło mu bardzo szybko, powoli oderwał wzrok od stojącego przed nim bruneta. Kiwnął, by ruszyli, luzując krawat z spoconej szyji.
Już na zajęciach pierwszego dnia nie był w stanie skupić się na niczym. Jedyne co do niego po tych lekcjach dotarło, to przedstawianie się profesorów, choć to chyba najmniej ważne. W jego głowie kłebiło się tysiące pytań. Już nawet zapomniał o tym, jak bardzo jego brat jest na niego zły i ile sprawił ludziom zawodu wybierając Slytherin.
Wracając do dormitorium zobaczył roześmianą Rose, idącą wraz z jakimś Gryfonem. To ten, z którym siedziała dziś rano na uczcie. Mógł to być on na jego miejscu, gdyby tylko powiedział "Wybieram Gryffindor". Chyba nigdy sobie tego nie wybaczy.
Już na zajęciach pierwszego dnia nie był w stanie skupić się na niczym. Jedyne co do niego po tych lekcjach dotarło, to przedstawianie się profesorów, choć to chyba najmniej ważne. W jego głowie kłebiło się tysiące pytań. Już nawet zapomniał o tym, jak bardzo jego brat jest na niego zły i ile sprawił ludziom zawodu wybierając Slytherin.
Wracając do dormitorium zobaczył roześmianą Rose, idącą wraz z jakimś Gryfonem. To ten, z którym siedziała dziś rano na uczcie. Mógł to być on na jego miejscu, gdyby tylko powiedział "Wybieram Gryffindor". Chyba nigdy sobie tego nie wybaczy.
Przez całą resztę dnia leżał na swoim łóżku i myślał. Nad wszystkim. Nad dziennikiem, który znalazł w Pokoju Wspólnym Slytherinu, nad swoim bratem, nad tym co mógłby wtedy, pod tą głupią czapką powiedzieć, by teraz móc śmiać się razem z Rose w Pokoju Lwa, nad tym, czy reszta rodziny zaakceptuje jego decyzję, ale przedewszystkim, co jego najlepszy przyjaciel ma wspólnego z tym całym Tom'em Crabbem. Dobrze wiedział, że rozpowszechnione po całym świecie czarodziejów słowa "Hogwart jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie" już dawno nie są aktualne... Na takich rozmyśleniach przeminęło kilka godzin, aż zapadła noc.
Zdał sobie z tego sprawę dopiero w momencie, kiedy usłyszał głośne chrapanie Lucasa. Opornie podniósł się z łóżka i ruszył się przebrać. Wychodząc rzucił okiem na wszystkie łóżka. Każdy już spał z wyjątkiem Malfoy'a. Tak przynajmniej mu się wydawało, bo zza zasłoniętej kotary zamiast chrapania, jedynie widać było blask woskowej świecy.
Kiedy wrócił usłyszał ciche równomierne stukanie w szybę, zignorował to. Smuga światła znad łóżka Malfoy'a zgasła.
-A może wcale go tam nie ma. - Szepnął do siebie z ironicznym uśmieszkiem. Była to jedynie wścibska uwaga, ze względu na historię ich dwóch rodzin. Sam się niepoznawał, ale pewnie to wszystko przez zły dzień.
Brązowowłosy chłopiec szybko wskoczył pod zagrzaną kołdrę. Leżał już tak może z godzine i coś nie dawało mu spać. Wiedział, że to nie tylko nadal kłębiące się myśli w jego głowie. Wstał i podszedł do małego okna, za którym chuczał jesienny wiatr.
Zrobiło mu się głupio, kiedy zobaczył za szybą w tym zimnie swoją sowę Huncwota, stukającego lekko w szybę. Szybko otworzył okno, a młody puchacz wskoczył na jego ramię, wyciągając swoją drobną, zmarzniętą nóżkę, do której był przywiązany świstek pergaminu, owinięty drobną czerwoną wstążką, zawiązaną w kształt serca.
"Mama..." - Mruknął szczęśliwy, że nikt tego nie widzi.
"Drogi synku!
Neville zaraz po Ceremonii nam o tym powiedział. Nic się nie przejmuj, jesteśmy bardzo z Ciebie dumni! Slytherin zyskał na prawdę wspaniałego czarodzieja! Slytherin, dom jak każdy inny na swój sposób wspaniały, przynieś mu chlubę i ucz się pilnie. A jak tam u Jamesa i Rose? Bądź dzielny!
Mama
PS. Bardzo Cię z tatą kochamy!"
Po przeczytaniu tego listu zrobiło mu się nieco lżej na sercu. Nie są źli... Jednak trochę się zawiódł, że to nie tata do niego napisał. Postanowił, że nie odpisze na pytanie "jak tam u Jamesa i Rose". Pewnie i tak było retoryczne, napisane tylko z grzeczności. Odłożył list do nocnej półki i wyjął znaleziony dziennik, wsadzając pod poduszkę. Zgasił świecę przy łóżku, zasłonił kotary i zasnął trzymając kurczowo dziennik pod poduszką.
Obudził się zalany potem. Podniósł się, dysząc ciężko. Śniło mu się, że śpi (BOŻE JAK TO PRZEZABAWNIE BRZMI XDD), otwiera powoli zaspane oczy i widzi otwierające się zielone kotary na tle ciemności, za którymi stoi Scorpius z zakrwawionym nożem i wrednym uśmieszkiem.
Uznał, że to bardzo dziecinny sen, ale... ale coś znów nie dawało mu zasnąć. Minęła może godzina, może dwie, a Albus nadal leżał jak leżał. Za oknem coraz głośniej dudniał deszcz. Chciał sprawdzić, która godzina, ale bał się rozsunąć kotary. Kolejny dowód na to, że jest zbyt wielkim tchórzem by trafić do Gryffindoru. Sam był na siebie zły. Więc leżał dalej, nie odważywszy się zamknąć oczu wpatrywał się w zieleń kotary. Kochał ten kolor, to było jasne, ale przecież nie trafia się do domu ze względu na ulubiony kolor. Chyba nigdy sobie nie odpuści, że nie jest w Gryffindorze, razem ze swoją kuzynką i bratem, i gdzie pewnie za dwa lata trafi jego siostra i kuzyn.
Kiedy oczy zaczęły robić się cięższe i zaczynały go szczypać, usłyszał szelest odsuwanej kotary. Jego oczy momentalnie się rozszerzyły, a serce zaczęło szybciej bić. Potem słychać było jak ktoś szura nogami po podłodze, w poszukiwaniu kapci. Łóżko lekko zaskrzypiało, kiedy ciężar ustąpił. Albus przemyślał skąd dochodzą dźwięki. Jego łóżko znajduje się po środku, a dźwięki ewidentnie dochodzą z prawej strony. Po prawej łóżka mają Lucas i... i Scorpius. Jego oczy zrobiły się jeszcze większe, a serce jakby skoczyło mu do gardła. Delikatnie wyjżał zza kotary, wstrzymując powietrze. Miał rację, to bladoskóry chłopiec podążał cicho w stronę wyjścia. Drzwi dormitorium otworzyły się i chłopiec owinięty błyszczącym zielonym szlafrokiem, zszedł delikatnie po schodach. W sumie pewnie szedł tylko do toalety... Ale szósty zmysł Albusa, jak zwykle zdecydował za niego.
-Malfoy'e. - Burknął zły, szukając po zimnej posadzce nogą kapci.
Śledził blondyna, aż do siódmego piętra. Tam chłopiec się zatrzymał, wpatrując dłuższą chwilę w ścianę. Albus, którego grzywka zawsze musiała być w stanie idealnym, nawet po wyjściu z łóżka w środku nocy, już chciał wracać, gdy nagle zza posągu, za którym się ukrywał, zobaczył, że wzdłuż ściany pojawiły się ogromne drzwi wykonane z ciężkiej miedzi. Malfoy pociągnął za klamkę, a drzwi opornie ruszyły. Już go nie było. Drzwi stopniowo zaczęły znikać.
"Iść, czy nie iść, iść, czy nie iść...". Zniknęły. Już za późno.
"Tchórz". Skarcił się w duchu. Kolejny powód dla którego zamiast każdego ranka ubierać złoto szkarłatny krawat, ubiera zielono srebrny. Ruszył posępnie z powrotem do dormitorium, z myślą, że zaczeka na Scorpiusa w łóżku. (Nie wiedziałam jak to inaczej nazwać ;; ~dop. aut)
Jednak kiedy wszedł pod ciepłą kołdrę, zmęczenie wzięło górą i momentalnie zasnął.
Rano Malfoy'a już nie było.
-Super... - Mruknął pod nosem. Reszta współlokatorów jeszcze spała. - A może wcale nawet nie wrócił? - To była raczej wredna uwaga.
W sumie, dlaczego tak bardzo czuje niechęć do Malfoy'a? Zawsze był tolerancyjnym i miłym dla wszystkich, bez względu na to czym się interesowali, czy byli czarodziejami, czy mugolami, a już na pewno nie osądzał nikogo po nazwisku czy rodzinie. Wiele słyszał złych rzeczy o rodzinie Malfoy'ów od wujka i praktycznie każdego innego, kogo znał, ale zawsze jedyne co czuł, to żal. Żal, że Scorpius musi żyć w takiej rodzinie. Skąd taka nagła zmiana? Czy to przez słowa jego brata ,,Chcesz się zaprzyjaźnić z Malfoy'em, tak?!" On tylko siedzi i czyta książki, nawet z nikim nie rozmawia, więc jakim prawem Albus zaczął go tak nienawidzić? Może to już wrodzone... Takie wymówki są zwyczajnie żałosne. Przez te ostatnie kilka dni miał taki mętlik w głowie, że miał już wszystkiego dość.
Przebrał się szybko i wziął potrzebne na dziś książki, a pomiędzy nimi także dziennik Toma. Postanowił jeszcze przed zajęciami zwiedzić szkolną bibliotekę, w końcu i tak nie miał nic innego do roboty. Idąc aż na piąte piętro, rozmyślał o dzienniku Gryfona. Czy może w bibliotece znajdzie się coś o Zakazanym Lesie? Wiedział o nim tylko tyle, że to ogromny las, i pod względem wielkości, i wysokości, położony na terenie Hogwartu i lepiej trzymać się od niego daleko. Choć od zawsze wychowywał się w rodzinie czarodziejskiej, mało starano się mówić o Hogwarcie, poznawanie jego uroków, miało być pewnego typu tajemnicą. Tajemnice... Na samą myśl o tym słowie Albusowi robiło się niedobrze.
Trochę czasu zajęło, zanim znalazł się na właściwym piętrze. Wszedł do ogromnej sali, z wieloma rzędami regałów i półek, na których znajdowały się dziesiątki tysięcy książek i ksiąg, w starych, skórzanych okładkach. Po prawej stronie stało biurko, przy którym siedziała bibliotekarka, pani Pince w okularach, bardzo szybko coś pisząc. Na końcu sali stało kilkanaście stołów, stanowiących czytelnię. Zajęte były zaledwie dwa, może to przez tak szybką porę. Jednak to, co przyciągnęło najwiekszą uwagę Albusa, było zamknięte na kłódkę pomieszczenie. Zwrócił się w stronę mrocznego działu. Jednak na jego drodze nagle stanęła pani Pince.
-A dokąd to się wybierasz? - Spojrzała srogo znad okularów, z rękami na biodrach.
-Ja... Chciałem tylko... - Czy to coś złego, że chciał tylko iść zobaczyć książki?
-...iść do Działu Ksiąg Zakazanych, co? - Dokończyła za niego, a jej brew skoczyła badawczo w górę.
"Działu, co?"
Nie czekając na wyjaśnienia, wypchała chłopca z biblioteki.
-Mh, świetnie... - Mruknął pod nosem. I tak już zbliżał się czas uczty. Ruszył powoli w stronę Wielkiej Sali.
-Siemka Al! - Brice już tam czekał. Poza nim, niewiele osób już tam przyszło. Przy każdym stole siedziało nie więcej niż dziesięciu uczniów. W większości byli to pierwszoroczniacy, którym jeszcze z początkiem roku zależało na punktualności. Przy stole nauczycieli też nie było jakoś specjalnie "gęsto". Nauczyciel transmutacji, obrony przed czarną magią, zielarstwa i to by było na tyle.
-Cześć. - Albus w nocy wszystko przemyślał i uznał, że póki nic nie wie, nie należy bezpodstawnie osądzać swojego przyjaciela. Na razie postara się po prostu zapomnieć o związku Brice'a z tajemniczym Gryfonem. - Czym dzisiaj zaczynamy?
Zdał sobie z tego sprawę dopiero w momencie, kiedy usłyszał głośne chrapanie Lucasa. Opornie podniósł się z łóżka i ruszył się przebrać. Wychodząc rzucił okiem na wszystkie łóżka. Każdy już spał z wyjątkiem Malfoy'a. Tak przynajmniej mu się wydawało, bo zza zasłoniętej kotary zamiast chrapania, jedynie widać było blask woskowej świecy.
Kiedy wrócił usłyszał ciche równomierne stukanie w szybę, zignorował to. Smuga światła znad łóżka Malfoy'a zgasła.
-A może wcale go tam nie ma. - Szepnął do siebie z ironicznym uśmieszkiem. Była to jedynie wścibska uwaga, ze względu na historię ich dwóch rodzin. Sam się niepoznawał, ale pewnie to wszystko przez zły dzień.
Brązowowłosy chłopiec szybko wskoczył pod zagrzaną kołdrę. Leżał już tak może z godzine i coś nie dawało mu spać. Wiedział, że to nie tylko nadal kłębiące się myśli w jego głowie. Wstał i podszedł do małego okna, za którym chuczał jesienny wiatr.
Zrobiło mu się głupio, kiedy zobaczył za szybą w tym zimnie swoją sowę Huncwota, stukającego lekko w szybę. Szybko otworzył okno, a młody puchacz wskoczył na jego ramię, wyciągając swoją drobną, zmarzniętą nóżkę, do której był przywiązany świstek pergaminu, owinięty drobną czerwoną wstążką, zawiązaną w kształt serca.
"Mama..." - Mruknął szczęśliwy, że nikt tego nie widzi.
"Drogi synku!
Neville zaraz po Ceremonii nam o tym powiedział. Nic się nie przejmuj, jesteśmy bardzo z Ciebie dumni! Slytherin zyskał na prawdę wspaniałego czarodzieja! Slytherin, dom jak każdy inny na swój sposób wspaniały, przynieś mu chlubę i ucz się pilnie. A jak tam u Jamesa i Rose? Bądź dzielny!
Mama
PS. Bardzo Cię z tatą kochamy!"
Po przeczytaniu tego listu zrobiło mu się nieco lżej na sercu. Nie są źli... Jednak trochę się zawiódł, że to nie tata do niego napisał. Postanowił, że nie odpisze na pytanie "jak tam u Jamesa i Rose". Pewnie i tak było retoryczne, napisane tylko z grzeczności. Odłożył list do nocnej półki i wyjął znaleziony dziennik, wsadzając pod poduszkę. Zgasił świecę przy łóżku, zasłonił kotary i zasnął trzymając kurczowo dziennik pod poduszką.
Obudził się zalany potem. Podniósł się, dysząc ciężko. Śniło mu się, że śpi (BOŻE JAK TO PRZEZABAWNIE BRZMI XDD), otwiera powoli zaspane oczy i widzi otwierające się zielone kotary na tle ciemności, za którymi stoi Scorpius z zakrwawionym nożem i wrednym uśmieszkiem.
Uznał, że to bardzo dziecinny sen, ale... ale coś znów nie dawało mu zasnąć. Minęła może godzina, może dwie, a Albus nadal leżał jak leżał. Za oknem coraz głośniej dudniał deszcz. Chciał sprawdzić, która godzina, ale bał się rozsunąć kotary. Kolejny dowód na to, że jest zbyt wielkim tchórzem by trafić do Gryffindoru. Sam był na siebie zły. Więc leżał dalej, nie odważywszy się zamknąć oczu wpatrywał się w zieleń kotary. Kochał ten kolor, to było jasne, ale przecież nie trafia się do domu ze względu na ulubiony kolor. Chyba nigdy sobie nie odpuści, że nie jest w Gryffindorze, razem ze swoją kuzynką i bratem, i gdzie pewnie za dwa lata trafi jego siostra i kuzyn.
Kiedy oczy zaczęły robić się cięższe i zaczynały go szczypać, usłyszał szelest odsuwanej kotary. Jego oczy momentalnie się rozszerzyły, a serce zaczęło szybciej bić. Potem słychać było jak ktoś szura nogami po podłodze, w poszukiwaniu kapci. Łóżko lekko zaskrzypiało, kiedy ciężar ustąpił. Albus przemyślał skąd dochodzą dźwięki. Jego łóżko znajduje się po środku, a dźwięki ewidentnie dochodzą z prawej strony. Po prawej łóżka mają Lucas i... i Scorpius. Jego oczy zrobiły się jeszcze większe, a serce jakby skoczyło mu do gardła. Delikatnie wyjżał zza kotary, wstrzymując powietrze. Miał rację, to bladoskóry chłopiec podążał cicho w stronę wyjścia. Drzwi dormitorium otworzyły się i chłopiec owinięty błyszczącym zielonym szlafrokiem, zszedł delikatnie po schodach. W sumie pewnie szedł tylko do toalety... Ale szósty zmysł Albusa, jak zwykle zdecydował za niego.
-Malfoy'e. - Burknął zły, szukając po zimnej posadzce nogą kapci.
Śledził blondyna, aż do siódmego piętra. Tam chłopiec się zatrzymał, wpatrując dłuższą chwilę w ścianę. Albus, którego grzywka zawsze musiała być w stanie idealnym, nawet po wyjściu z łóżka w środku nocy, już chciał wracać, gdy nagle zza posągu, za którym się ukrywał, zobaczył, że wzdłuż ściany pojawiły się ogromne drzwi wykonane z ciężkiej miedzi. Malfoy pociągnął za klamkę, a drzwi opornie ruszyły. Już go nie było. Drzwi stopniowo zaczęły znikać.
"Iść, czy nie iść, iść, czy nie iść...". Zniknęły. Już za późno.
"Tchórz". Skarcił się w duchu. Kolejny powód dla którego zamiast każdego ranka ubierać złoto szkarłatny krawat, ubiera zielono srebrny. Ruszył posępnie z powrotem do dormitorium, z myślą, że zaczeka na Scorpiusa w łóżku. (Nie wiedziałam jak to inaczej nazwać ;; ~dop. aut)
Jednak kiedy wszedł pod ciepłą kołdrę, zmęczenie wzięło górą i momentalnie zasnął.
Rano Malfoy'a już nie było.
-Super... - Mruknął pod nosem. Reszta współlokatorów jeszcze spała. - A może wcale nawet nie wrócił? - To była raczej wredna uwaga.
W sumie, dlaczego tak bardzo czuje niechęć do Malfoy'a? Zawsze był tolerancyjnym i miłym dla wszystkich, bez względu na to czym się interesowali, czy byli czarodziejami, czy mugolami, a już na pewno nie osądzał nikogo po nazwisku czy rodzinie. Wiele słyszał złych rzeczy o rodzinie Malfoy'ów od wujka i praktycznie każdego innego, kogo znał, ale zawsze jedyne co czuł, to żal. Żal, że Scorpius musi żyć w takiej rodzinie. Skąd taka nagła zmiana? Czy to przez słowa jego brata ,,Chcesz się zaprzyjaźnić z Malfoy'em, tak?!" On tylko siedzi i czyta książki, nawet z nikim nie rozmawia, więc jakim prawem Albus zaczął go tak nienawidzić? Może to już wrodzone... Takie wymówki są zwyczajnie żałosne. Przez te ostatnie kilka dni miał taki mętlik w głowie, że miał już wszystkiego dość.
Przebrał się szybko i wziął potrzebne na dziś książki, a pomiędzy nimi także dziennik Toma. Postanowił jeszcze przed zajęciami zwiedzić szkolną bibliotekę, w końcu i tak nie miał nic innego do roboty. Idąc aż na piąte piętro, rozmyślał o dzienniku Gryfona. Czy może w bibliotece znajdzie się coś o Zakazanym Lesie? Wiedział o nim tylko tyle, że to ogromny las, i pod względem wielkości, i wysokości, położony na terenie Hogwartu i lepiej trzymać się od niego daleko. Choć od zawsze wychowywał się w rodzinie czarodziejskiej, mało starano się mówić o Hogwarcie, poznawanie jego uroków, miało być pewnego typu tajemnicą. Tajemnice... Na samą myśl o tym słowie Albusowi robiło się niedobrze.
Trochę czasu zajęło, zanim znalazł się na właściwym piętrze. Wszedł do ogromnej sali, z wieloma rzędami regałów i półek, na których znajdowały się dziesiątki tysięcy książek i ksiąg, w starych, skórzanych okładkach. Po prawej stronie stało biurko, przy którym siedziała bibliotekarka, pani Pince w okularach, bardzo szybko coś pisząc. Na końcu sali stało kilkanaście stołów, stanowiących czytelnię. Zajęte były zaledwie dwa, może to przez tak szybką porę. Jednak to, co przyciągnęło najwiekszą uwagę Albusa, było zamknięte na kłódkę pomieszczenie. Zwrócił się w stronę mrocznego działu. Jednak na jego drodze nagle stanęła pani Pince.
-A dokąd to się wybierasz? - Spojrzała srogo znad okularów, z rękami na biodrach.
-Ja... Chciałem tylko... - Czy to coś złego, że chciał tylko iść zobaczyć książki?
-...iść do Działu Ksiąg Zakazanych, co? - Dokończyła za niego, a jej brew skoczyła badawczo w górę.
"Działu, co?"
Nie czekając na wyjaśnienia, wypchała chłopca z biblioteki.
-Mh, świetnie... - Mruknął pod nosem. I tak już zbliżał się czas uczty. Ruszył powoli w stronę Wielkiej Sali.
-Siemka Al! - Brice już tam czekał. Poza nim, niewiele osób już tam przyszło. Przy każdym stole siedziało nie więcej niż dziesięciu uczniów. W większości byli to pierwszoroczniacy, którym jeszcze z początkiem roku zależało na punktualności. Przy stole nauczycieli też nie było jakoś specjalnie "gęsto". Nauczyciel transmutacji, obrony przed czarną magią, zielarstwa i to by było na tyle.
-Cześć. - Albus w nocy wszystko przemyślał i uznał, że póki nic nie wie, nie należy bezpodstawnie osądzać swojego przyjaciela. Na razie postara się po prostu zapomnieć o związku Brice'a z tajemniczym Gryfonem. - Czym dzisiaj zaczynamy?
* * *
Ostatnie zajęcia tego dnia to historia magii, która miała się odbyć z Gryfonami. Albus był już zmęczony, po całym dniu, jak i tygodniu. Na szczęście zbliżał się już weekend. Zanim dostał się do Hogwartu, jedenaście lat spędził w domu. Dla każdego młodego czarodzieja wychowującego się w rodzinie czystej krwi lub często też półkrwi, takie coś jak "byle do weekendu" nie istnieje. Rodzice nie wysyłają ich do żłobków, przedszkoli, nie każą uczyć się w podstawówkach czy gimnazjach. Dlatego Hogwart jest dla nich tak upragnionym miejscem już od najmłodszych lat, szanują go i traktują jak dom, czekają na niego całe jedenaście długich lat. Teraz Albus trochę rozumiał, co miał James na myśli często powtarzając "szkoła to zło i niczego pożytecznego nie uczy" , choć do końca się z tym nie zgadzał. Osobiście lubiał się uczyć i przychodziło mu to z łatwością. Przed przyjazdem do szkoły przestudiował już nawet kilka ksiąg, ale nigdy nie przesadzał, jak Rose, która przed skończeniem 10 lat posiadała już wiedzę teoretyczną którą niektórzy zdobywają dopiero po skończeniu edukacji w Hogwarcie!
Ruszył pospiesznym krokiem w stronę sali, w której miały się odbyć jedne z nielicznych zajęć z Gryfonami. Stwierdził, że trzeba to wykorzystać i zaproponować Rose wspólne siedzenie w ławce. Stanął w tłumie czekającym na nauczyciela przed mosiężnymi drzwiami klasy. Wypatrywał rudowłosej dziewczyny, ale nigdzie jej nie widział.
-Proszę wejść do sali i w ciszy zająć swoje miejsca! - Wśród tłumu rozdarł się potężny głos nauczyciela, a raczej... ducha, z którym właśnie miały się odbyć zajęcia. Kiedy Albusowi, jako jednemu z ostatnich udało się wepchnąć do klasy, było już za późno. Rose zajęła już swoje miejsce, a tuż obok...
"Zaś ten Gryfon... Jak mogła..." - Pomyślał ponuro zmierzając w stronę ostatniego wolnego miejsca w klasie. W sumie... dlaczego ją oskarża? Gdyby trafił do Gryffindoru, siedziałby z nią na każdej lekcji. Zajęcia prowadzone przez ducha minęły jeszcze nudniej niż pozostałe. Albus co chwilę czuł, że odpływa. Zresztą nie tylko on, Brice przespał conajmniej połowę zajęć, podobnie jak Mike z Ravu, który chwilami nawet zaczynał pochrapywać. Profesor jednak niewiele sobie z tego robił i kontynuował swój nużący wykład. Pod koniec lekcji nawet Rose wydawała się już lekko podirytowana.
Wieczorem czuł się padnięty, ale robił wszystko, by tylko nie zasnąć przed powtórnym wyjściem młodego Malfoy'a. Był prawie pewien, że tej nocy bladowłosy chłopiec także wybierze się na tą "przechadzkę". Jego srebrny zegarek, który otrzymał w prezencie od wujka Rona na dziewiąte urodziny właśnie wskazał północ. Do jego głowy zaczęło przybywać coraz więcej myśli. Może Scorpius już wyszedł, a Albus nawet nie usłyszał? A może czeka tuż za jego kotarą, aż wyjdzie by znów go śledzić? Kiedy z każdą sekundą w jego głowie rodziło się kilka nowych pomysłów, usłyszał dokładnie ten dźwięk, co poprzedniej nocy. Dźwięk odsuwanej kotary. Dalej wszystko potoczyło się dokładnie tak samo. Szukanie kapci, skrzypienie podłogi pod ciężarem ciała kierującego się w stronę wyjścia, powoli otwierane drzwi i wreszcie coraz cichsze kroki po schodach.
Albus przyłapał się, że obgryza paznokcie, co mu się jeszcze nigdy nie zdarzyło, to chyba z tego całego stresu. Szybko nałożył na siebie szmaragdowy szlafrok, wyciągnął dziennik spod poduszki i podążył śladami blondyna.
Z początku nie potrafił go odnaleźć, ale kiedy odtworzył wczorajszą trasę, odnalazł go już na siódmym piętrze. Wszystko odbywało się tak jak wczorajszej nocy. Stał przyglądając się ścianie. Korytarz rozświetlały jedynie pochodnie, ułożone w dość dużych odstępach.
Ruszył pospiesznym krokiem w stronę sali, w której miały się odbyć jedne z nielicznych zajęć z Gryfonami. Stwierdził, że trzeba to wykorzystać i zaproponować Rose wspólne siedzenie w ławce. Stanął w tłumie czekającym na nauczyciela przed mosiężnymi drzwiami klasy. Wypatrywał rudowłosej dziewczyny, ale nigdzie jej nie widział.
-Proszę wejść do sali i w ciszy zająć swoje miejsca! - Wśród tłumu rozdarł się potężny głos nauczyciela, a raczej... ducha, z którym właśnie miały się odbyć zajęcia. Kiedy Albusowi, jako jednemu z ostatnich udało się wepchnąć do klasy, było już za późno. Rose zajęła już swoje miejsce, a tuż obok...
"Zaś ten Gryfon... Jak mogła..." - Pomyślał ponuro zmierzając w stronę ostatniego wolnego miejsca w klasie. W sumie... dlaczego ją oskarża? Gdyby trafił do Gryffindoru, siedziałby z nią na każdej lekcji. Zajęcia prowadzone przez ducha minęły jeszcze nudniej niż pozostałe. Albus co chwilę czuł, że odpływa. Zresztą nie tylko on, Brice przespał conajmniej połowę zajęć, podobnie jak Mike z Ravu, który chwilami nawet zaczynał pochrapywać. Profesor jednak niewiele sobie z tego robił i kontynuował swój nużący wykład. Pod koniec lekcji nawet Rose wydawała się już lekko podirytowana.
Wieczorem czuł się padnięty, ale robił wszystko, by tylko nie zasnąć przed powtórnym wyjściem młodego Malfoy'a. Był prawie pewien, że tej nocy bladowłosy chłopiec także wybierze się na tą "przechadzkę". Jego srebrny zegarek, który otrzymał w prezencie od wujka Rona na dziewiąte urodziny właśnie wskazał północ. Do jego głowy zaczęło przybywać coraz więcej myśli. Może Scorpius już wyszedł, a Albus nawet nie usłyszał? A może czeka tuż za jego kotarą, aż wyjdzie by znów go śledzić? Kiedy z każdą sekundą w jego głowie rodziło się kilka nowych pomysłów, usłyszał dokładnie ten dźwięk, co poprzedniej nocy. Dźwięk odsuwanej kotary. Dalej wszystko potoczyło się dokładnie tak samo. Szukanie kapci, skrzypienie podłogi pod ciężarem ciała kierującego się w stronę wyjścia, powoli otwierane drzwi i wreszcie coraz cichsze kroki po schodach.
Albus przyłapał się, że obgryza paznokcie, co mu się jeszcze nigdy nie zdarzyło, to chyba z tego całego stresu. Szybko nałożył na siebie szmaragdowy szlafrok, wyciągnął dziennik spod poduszki i podążył śladami blondyna.
Z początku nie potrafił go odnaleźć, ale kiedy odtworzył wczorajszą trasę, odnalazł go już na siódmym piętrze. Wszystko odbywało się tak jak wczorajszej nocy. Stał przyglądając się ścianie. Korytarz rozświetlały jedynie pochodnie, ułożone w dość dużych odstępach.
Powoli wyłaniające się mosiężne drzwi... "Dziś nie stchórzysz"... Malfoy naciskający na klamkę... "No dalej...!" Cichy trzask zatrzasnietych drzwi. "Za późno... Idiota!"
~~~
Więc to już koniec III rozdziału, mam nadzieję, że Wam się spodobał i dziękuję wszystkim za komentarze! <3
Następny rozdział przewidywany jest za tydzień i UWAGA zacznie sie akcja "Al-Scorpius"! Wiec nie zapomnijcie zajrzeć! ;)